Kategorie
Blog o Kolumbii Ciekawostki Mama w Kolumbii Życie w Kolumbii

Dwujęzyczność, czyli pierwsze doświadczenia polsko kolumbijskiej rodziny

Nadszedł czas, kiedy w naszej, polsko – kolumbijskiej rodzinie pojawił się aspekt dwujęzyczności. Miluś niebawem skończy półtora roku i zabiera się porządnie za mówienie. 

Języka polskiego Miluś słucha z moich ust, od polskich dziadków, z polskich nagrań, od znajomych Polaków, a hiszpańskiego, od kolumbijskiej rodziny i przyjaciół. Na razie, języka polskiego słucha częściej, bo po prostu ze mną przebywa więcej i siłą rzeczy więcej się ode mnie uczy.

Miluś, poza uniwersalnym słowem „mama”, które aktualnie oznacza mamę, pić, daj, ratunku, mówi proste do wypowiedzenia zdanie „nie ma”. 

Nie odważa się jeszcze wymówić żadnej szemrzącej głoski, choć widać, że się do nich przymierza, prychając, parskając i plując naookoło.

Reaguje na wiele poleceń typu „chodź”, „proszę”, „daj”, „dziękuję”, na przedmioty, na „kot”, „pies” i całą gamę innych zwierząt, które poznaje ze mną po polsku.

Milusiowa komunikacja jest dla mojego kolumbijskiego małżonka nielada wyzwaniem, ponieważ przebywa w otoczeniu, w którym wciąż się szeleści, szemra i trzeszczy ustami. Jest przy tym niepocieszony, ponieważ z tego szeleszczenia niewiele rzeczy wydaje mu się znajomych.

Miguel mówi, że język polski jest najbardziej demotywującym językiem na świecie. Im dalej w las, tym więcej wyjątków i milion określeń na wszystko: począwszy od własnego imienia, odmienianego przez przypadki („Ja to mam przegwizdane. We wtorek w południe nazywasz mnie Miguela, w czwartek o osiemnastej – Miguelu, a przy pełni księżyca będę pewnie Miguele”), na jechać, pojechać, dojechać, odjechać skończywszy.

Choć święcie wierzę, że uda mi się nauczyć Milusia nie tylko mówienia po polsku, ale też i pisania, już widzę ciemne chmury na horyzoncie, że będzie to trudny orzech do zgryzienia. 

Bo Miguel przecież ma słuszność – nasz język to język dla pasjonatów i Kolumbijczyk na ogół nie posiada ochoty zagłębiać się w meandry polskiej ortografii. Bo i po co, skoro rozróżniamy dwa „rz” i dwa „u” w pisowni, a fonetycznie absolutnie się one niczym od siebie nie różnią. I chyba tylko tradycja utrzymuje jeszcze ich istnienie.

 _____

Mimo wszystko, Miguel cierpliwie powtarza słowa po polsku, nawet gdy są one niewypowiedzialne dla przeciętnego użytkownika strun głosowych. 

Wciąż nie dowierza, że mogą istnieć takie dwa słowa, jak: „cieszę się” i „czeszę się”, które przecież „brzmią dokładnie tak samo”.

Załamuje ręce, gdy codziennie słyszy istny łamacz języka: „szczoteczka do zębów”.

Nie może się wydziwić, że „Prosię, jedz”, ma inne znaczenie niż „Proszę, jedz”. „Przecież tu nie słychać żadnej różnicy” – syczy przez zęby Miguel. I ma świętą rację. 

Ale ponieważ uważa: „ucz dziecko polskiego. Jak go opanuje, to żaden inny język nie będzie mu straszny”, to naszym dwujęzycznym domu króluje szelest znad Wisły.

A ponieważ Miluś najlepiej go rozumie, to również miguelowa rodzina notuje fonetycznie po polsku, aby się z nim dogadać. I czasem słyszę, jak ciotka powtarza pod nosem: „uwaga”, „chodź”, „spać”…

W domu natomiast, w którym nie pozostaje nic innego, jak samemu też polski załapać, wytwarza się nasz unikalny, trzyosobowy kod językowy, w którym powtarzają się bardzo istotne słowa: „ptaszek”, „pomidorek”, „daj”, „skarpetki”, 

a czasem z drugiego końca mieszkania słyszę desperackie pytanie: „Jak ja mam mu powiedzieć, żeby mi podał książeczkę??”

Ciąg dalszy sytuacji nastąpi, na razie Miguel tylko się krzywi, gdy tłumaczę Milusiowi na polski, co tata właśnie do niego powiedział po hiszpańsku.

I czasem słyszę miguelowe westchnięcia: „Mój Boże, do czego to doszło. Z własnym synem nie mogę się porozumieć!” 🙂

Kategorie
Blog o Kolumbii Ciekawostki Ludzie Życie w Kolumbii

Polki w Kolumbii

Jest nas tutaj niewiele. W najlepszym razie jest nas tu kilkaset, bo przecież cała czteropokoleniowa Polonia w Kolumbii nie liczy więcej niż 1000 obywateli kraju nad Wisłą. Polek w Kolumbii przybywa, ale też nie wszystkie się znamy, nie wszystkie żyjemy w Bogocie, wreszcie, nie wszystkie mamy okazję blisko się ze sobą zaprzyjaźnić.

Do Kolumbii przyjezdżamy zwykle za mężczyznami, których poznajemy na całym świecie, w czym widać pewne zależności:

  1. Kolumbijczyków bardziej ciągnie do rodzinnych stron niż Polaków
  2. W polsko – kolumbijskich parach to Polki są chętniejsze do wyjazdu na drugi koniec świata. I przyjeżdża nas tu zdecydowanie więcej, niż polskich panów.

Rzadszymi powodami osiadania na stałe w Kolumbii to: kontrakt z pracy, studia, własny biznes. Warto tutaj dodać, że do Kolumbii nie przyjeżdża się „za chlebem”; żeby się dorobić i odłożyć. To zwykle kraj dla pasjonatów i najlepiej dla ludzi z pomysłem na siebie (lub firmę).

„Polki w Kolumbii” to aktualnie cała subkultura. Nie mogąc się, w obliczu Koronawirusa / kwarantanny / zamknięcia w domach, spotykać na żywo, istniejemy energicznie i z wielkim entuzjazmem, w internecie. Nadawanie komunikatów po polsku przeniosło się z trójwymiarowej przestrzeni do wirtualnej. I, jak na Polki przystało, jest tam od nas i głośno, i sporo.

Może mieć to związek z astrologicznym przesunięciem: Najjaśniejsza gwiazda konstelacji Lwa – Regulus – przeszła po ponad 2 tysiącach lat na dobre do Panny, zatem indywidualność i męska, lwia władczość również zamienia się w potrzebę dzielenia się, wspólnoty, jak i – uwaga! – żeńskości.

Niezależnie jednak od gwiazd, naszą blond siłę Polek (a w porównaniu z Kolumbijkami –  siłą rzeczy jesteśmy wszystkie blond!), widać coraz wyraźniej w małej, kolumbijskiej Polonii i mimo tego, że wszystkie pielęgnujemy kolumbijskie znajomości, ze sobą czujemy się… jak w domu.

Polki w Kolumbii to gwiazdozbiór najróżniejszych osobowości, zawodów, talentów, które na pierwszy rzut oka trudno ze sobą połączyć.

Jest wśród nas i historyczka sztuki, i ekonomistki, i projektantka wnętrz, i kilka filolożek.

Często nie znamy szczegółów naszych rodzin i kontekstu, z którego pochodzimy. W Kolumbii wszystko się wyrównuje, wszystkie startujemy z tego samego miejsca, wszystkie jesteśmy na tym samym wózku i wszystkie mamy podobne perypetie.

Często nie wiemy nawet, z jakiego miasta jesteśmy – w Kolumbii również traci to jakąkolwiek ważność. Tylko czasem wychodzą na jaw jakieś poznańskie czy warszawskie naleciałości, ale ponieważ od lat mieszkamy za granicą, operujemy raczej klasycznym językiem polskim, z powiedzonkami z poprzedniej dekady, których w stolicy pewnie nikt dawno już nie używa.

Wszystkie zostałyśmy podobnie wychowane, czytałyśmy w dzieciństwie te same ksiązki, bawiłyśmy się tymi samymi lalkami i jadłyśmy te same potrawy, więc nadajemy o podobnych sprawach i wibrujemy tymi samymi tęsknotami.

No właśnie – jedzenie. Mottem przewodnim wśród Polek w Kolumbii jest wyżywienie. Umiejętności polskich dziewcząt przechodzą najśmielsze kulinarne, kolumbijskie oczekiwania. Na grupowym czacie roi się od zdjęć suto zastawionych stołów z wszelkimi rarytasami, jakie wymyśliła ludzkość.

Na naszych stołach jest i pieczyste, i sałatki, jest focaccia, i racuchy. Zarówno polskie placki ziemniaczane, jak i smażone w głębokim tłuszczu chrupiące, kolumbijskie patacones.

Jest i wegańsko, i jest kaszanka.

Jest i tiramisu, i tort czekoladowy, ciasto z fasoli (!), a nawet i rodzimy placek drożdżowy z owocami.

Wszystko wybornie podane i palce lizać, bo Polki lubią perfekcję.

Ba, Polki w Kolumbii umieją robić… chleb. Wiemy, gdzie sprzedają najlepszą mąkę żytnią i za ile. Wiemy, jak zrobić zakwas i jak go odżywiać, nawet jak przechowywać i jak zarobić na ciasto.

Chcemy kapustę kiszoną? Proszę bardzo, nagle w piątkę szatkujemy kapustę i wymieniamy się spostrzeżeniami co do tekstury, smaku i zapachu. Psioczymy na dostępne pojemniki i na techniczne oganiczenia. Mężowie na razie jeszcze nie wyrzucają nam słoików z kapustą z domu, ale jeśli fermentujący zapach się przedłuży, albo gorzej, kiszenie wejdzie nam w nawyk, to kto wie? Kiszonki i fermentujące specjały to w Kolumbii nowość oraz nierzadko obrzydliwstwo, ponieważ sfermentowane produkty są przecież… zepsute.

Wymieniamy się kontaktami do najlepszych dostawców pomidorów, jajek, ryb, nabiału (bo w polskim domu „bez twaroga ani do proga”), a nawet do dystrybutorów kwiatków w doniczkach.

Polki wiedzą wszystko. A jeśli czegoś nie wiedzą, a chcą, to się dowiedzą.

Narzekamy na kolumbijską formę przechowywania żywności. Tutaj rozmrażanie i ponowne zamrażanie nie jest grzechem, podczas gdy dla nas to bilet na cmentarz. I kiedy którejś z nas dowiozą rozmrożone pulpy owocowe na sok, naradzamy się, co z nimi zrobić. I wyrażamy opinie, że skoro to normalne, to codziennie balansujemy tu na granicy salmonelli albo, że skoro Kolumbijczycy tak robią i jeszcze żyją, to może nas w szkołach źle uczyli. Wracając do rozmrożonego miąższu jednak: zaradna Polka, póki dobry, to zrobi z niego sok, a resztę zaprawi w słoikach i będzie miała dżem.

Bo w polskim domu nic nie może się zmarnować. Kolumbijczycy są przyzwyczajeni, że jedzenia jest w bród cały rok, a nam z kolei w genach grają: i ciężkie zimy, i jeszcze cięższe wojny. Zero waste jest zatem naszym mottem i często przekazujemy sobie pomysły, jak wykorzystać przejrzałe lub nadgryzione przez dzieci owoce, albo przechodzony jogurt.

A przede wszystkim, stoimy sa sobą murem w zmaganiach z różnicami kulturowymi. Solidarnie narzekamy na kolumbijską biurokrację, na długie i nie zawsze jasne procedury, a teraz, w narodowej kwarantannie, na sprzeczne ze sobą dekrety i polityczną telenowelę: Podczas gdy burmistrzyni Bogoty zakazała niektórym sektorom gospodarki otwierać się w czerwcu, Prezydent Kolumbii ten zakaz odwołał. Gdy burmistrzyni kazała rejestrować się w specjalnej Korona – aplikacji, zanim się wyjdzie z domu, okazało się się, że chyba nikt tego nie zrobił.

Wspieramy się więc w dobie, w której nikt nic nie wie, w której jeden zakaz wyklucza się z drugim, w której nakaz noszenia maseczek ściera się informacją, że wdycha się w niej własny CO2.

Gwarantujemy sobie odskocznię od chaosu na zewnątrz, od absurdów dookoła, od niemożności lecenia na wakacje do Polski, ponieważ lotnisko El Dorado w Bogocie zaryglowane jest do 31 sierpnia.

Polki w Kolumbii to więc dziewczyny, które w przygodzie widzą sens życia i… które lubią mieć pod górkę.

To wreszcie zwarta grupa silnych kobiet, dla których, skoro przeżyły w nieprzewidywalnej Kolumbii, to każdy inny życiowy surwiwal jest jak własnoręczny chleb z domowym masełkiem.

Kategorie
Blog o Kolumbii Ciekawostki Klimat Kolumbia dla turystów Kulinaria Ludzie Wiedza

Kolumbijski Pacyfik – wieloryby i dziewicza dżungla

Jeśli w Kolumbii mamy ochotę na plażowanie, to pojedźmy na archipelag San Andres. Jeśli chcemy poznać dżunglę, to wybierzmy się do Amazonii, a jeśli chcemy połączyć i plażę i dżunglę, to jedźmy do Chocó nad Pacyfik.

Choco to niezwykłe miejsce w Kolumbii i na świecie. Dlaczego?

  • 93% populacji to Afrokolumbijczycy
  • to jedno z niewielu miejsc na kuli ziemskiej, gdzie las tropikalny wyrasta wprost z oceanu,
  • to drugi najwilgotniejszy region na naszym globie. Uwaga, średnia opadów rocznie wynosi 7328 mm!
  • to jeden z bardziej bioróżnorodnych skrawków świata. A endemiczna żabka, Phyllobates terriblis, zwana więc „straszliwą”, jest najbardziej trującym ze wszystkich znanych dotychczas płazów.
  • tutaj naprawdę nie dochodzą linie telefoniczne, nie mówiąc już o internecie. Aby połączyć się ze światem zewnętrznym, należy wspiąć się na pobliską górkę i niczym Statua Wolności łapać sygnał.
  • i zdecydowanie: wybrzeże Pacyfiku to jedna z najbardziej dzikich i nieprzewidywalnych destynacji w całej Kolumbii. Emocje i wrażenia murowane!
Kategorie
Blog o Kolumbii Ciekawostki Produkty eksportowe z Kolumbii

Kolumbia kraina kwiatów

Co robi Polka w Kolumbii, kiedy nie nagrywa i nie pisze o Kolumbii? Od 2011 roku sprzedaje kolumbijskie kwiaty.

Kolumbijskie kwiaty to cała gama odcieni i kolorów i niezwykle wdzięczne zajęcie. A w Kolumbii często mówi się, że kwiaty mają coś zaczarowanego. Uzależniają. Gdy raz rozpocznie się pracę z nimi, trudno jest przestać, a kariery w sektorze kwiatów w Kolumbii nierzadko trwają całe życie.

Kategorie
Blog o Kolumbii Ciekawostki Kulinaria Produkty eksportowe z Kolumbii

Kolumbijskie KAKAO

Uwielbiam ten moment, kiedy dookoła panuje cisza, a ja mogę zasiąść przy komputerze z kubkiem parującego, świeżo przygotowanego kakao.  W pokoju pachnie obłędnie, bo zapach mielonych ziaren kakao, prosto od ogrodnika, naprawdę nie ma sobie równych.  Zawsze żałuję, że ZAPACHÓW nie da się zamknąć w słoiczek na później, ani przekazać innym. Niewiele jest chyba osób na świecie, którzy nie lubią zapachu kakao, a masa kakaowa bez żadnych dodatków, pachnąca lasem, tropikiem, ziemią, przygodą to prawdziwa aromaterapia.

 

Kakao (Theobroma Cacao) to boski owoc, który według Majów, Azteków, a nawet wynalezionej w Kolumbii frutoterapii, ma działanie terapeutyczne i aktywuje ciało i umysł.

Kategorie
Blog o Kolumbii Ciekawostki Kulinaria Ludzie Życie w Kolumbii

Kolumbia – nieperfekcyjny ideał

« Kiedy wspominam, że mieszkam w Kolumbii, większość osób łapie się za głowę i mówi, że lubię mieć pod górkę. Przecież to kraj baronów narkotykowych, gdzie w nieprzebytych lasach tropikalnych można zostać porwanym. Poza wyśmienitą kolumbijską kawą, piłkarzami i znaną na całym świecie piosenkarką Shakirą niewiele innych pozytywnych rzeczy zwykle się z nim kojarzy. Skoro w programach informacyjnych pokazuje się zdjęcia z Kolumbii z paczkami kokainy umieszczonymi nawet w kartonach po bananach, trudno jest uwierzyć mi na słowo, że czuję się tu jak ryba w wodzie, miejsce to zamieszkują radośni ludzie i należy ono do najbardziej rozpieszczanych przez matkę naturę zakątków na naszym globie. »

 

  Artykuł opublikowany w magazynie All Inclusive lato – jesień 2019: www.allinclusivemagazine.pl

Kategorie
Blog o Kolumbii Ciekawostki

Jeśli po szmaragdy, to do Kolumbii!

Wiemy już, że Kolumbia to kraj owoców, kwiatów, że to młody, turystyczny raj, ale nie wszyscy wiemy, że Kolumbia to również kraj szmaragdów.

Aż 33 % wszystkich szmaragdów na całym świecie pochodzi właśnie z Kolumbii. Najwspanialsze wydobywa się w najsłynniejszych, certyfikowanych kopalniach Muzo i Chivor w regionie Boyacá, czyli departamecie położonym na północ od Bogoty.

Kategorie
Mama w Kolumbii

Karmienie niemowląt w Kolumbii

W Kolumbii w 2020 kończy się dekada poświęcona karmieniu piersią i z coraz większym naciskiem promuje się karmienie naturalne do conajmniej do 6 miesiąca życia. Nie jest to łatwe, przede wszystkim dlatego, że urlop macierzyński trwa tutaj tylko 127 dni, po czym mamy wracają do pracy i dziećmi zajmują się babcie, lub, w lepiej sytuowanych rodzinach, nianie.

Ale widoczny jest postęp. Firmy w Kolumbii, które zatrudniają więcej niż 50 pracowników, posiadają już przyjazne kobietom karmiącym sale; w niektórych centrach handlowych również istnieją miejsca, gdzie kobiety mogą spokojnie karmić swoje pociechy. System zdrowia w Kolumbii – RIAS (Rutas Integrales de Atencion en Salud) potwierdza, że doradztwo laktacyjne powinno być włączone do podstawowych praktyk pracowników. Istnieją również instytucje wspierające karmiące kobiety (Instituciones Amigas de la Mujer y la Infancia – skrót IAMI).

Ponadto, w rządzie kolumbijskim dzieją się laktacyjne zmiany. Dotyczą głównie programów promocji karmienia piersią, widoczności i obecności karmienia w mediach i wprowadzenia karmienia jako przedmiotu szkoleniowego wszystkich pracowników służby zdrowia.

Kolumbia jest coraz bardziej świadoma karmienia piersią, jednak ogólnokrajowa ankieta badająca żywienie Kolumbijczyków, przeprowadzona przez odpowiednią instytucję (Encuesta Nacional de Situacion Nutricional Ensin) jeszcze w 2015 roku wykazała, że wyłączność karmienia naturalnego sięga zaledwie 36,1 %, podczas gdy cel Światowej Organizacji Zdrowia to 50%.

Niski procent KP polega, według ekspertów, na silnej reklamie producentów mleka modyfikowanego w mediach, która sprawia, że matki bardziej ufają odżywczości MM niż własnemu pokarmowi.

Faktem jest, że tak jak i w Polsce, od 6 miesiąca życia dziecka wprowadza się jedzenie uzupełniające, choć do 12 miesięcy ma dominować mleko. Pracujące i nieobecne przez większość dnia mamy przechodzą z wygody w tym czasie najczęściej na mleko modyfikowane, a wcześniej też wprowadzają nowe produkty do diety dziecka.

I tutaj kolumbijskie zasady żywienia. Co kraj, to własne produkty:

W Polsce każde dziecko jadłoby najpierw jabłuszko, albo gotowanego ziemniaczka. W Kolumbii, pierwszym jedzeniem, jakiego próbuje niemowlę, to papaja. Nazywana jest nawet owocem dobrego zdrowia, ponieważ doskonale daje się przełykać, usprawnia trawienie i ma całą listę witamin.

Granadilla – Frutas de Colombia. Fotografía: Mario Carvajal, www.mariocarvajal.com, FOTUR www.fotur.org

Drugim owocem, którego próbuje maluch, to granadilla. Nazywana jest owocem dzieci, ponieważ już kształtem przypomina gruchawkę. Nie, nie należy obawiać się pestek w galaretowatym miąższu – są to pestki, które niemowlęta mogą jeść bez preszkód; świetnie uczą przełykania, a do tego dobrze wpływają na przyzwyczajający się do trawienia przewód pokarmowy.

guanabana, frutologia, graviola, annona muricata, flaszowiec miekkociernisty
Guanábana – Frutas de Colombia. Fotografía: Mario Carvajal, www.mariocarvajal.com, FOTUR www.fotur.org

Trzecim owocem jest jest mango, guawa lub guanabana (graviola), a po wypróbowaniu wszelkich słodkich owoców, wprowadza się awokado. Wszystkie te owoce dostępne są w Kolumbii przez okrągły rok, więc trze sie je w papkach i kompotach wszystkim dzieciom.

Zasada polega na tym, aby każdy owoc wprowadzać po kolei, przez 3 dni, aby łatwo rozpoznać, jeśli pojawi się alergia…

…oraz obserwować efekty owoców w pieluchach.

Po pierwszych owocach natomiast, rozpoczyna się w Kolumbii – coraz popularniejsza metoda eksperymentów, czyli metoda BLW.

Kategorie
Bez kategorii

Wpadki – Matki

Czyli codzienność polskiej Mamy zza polsko – kolumbijskich kulis.

Nagle, niezauważalnie, dziecko zaczyna… rosnąć. Chodzić, rozmawiać w swoim własnym, indywidualnym języku, ściągać wszystko ze stołów, półek, szaf oraz ganiać za muchą i za piłką pomiędzy stołami i doniczkami z pelargonią.

Nagle, niezauważalnie, zdaję sobie sprawę, że rosnącemu dziecku uwaga przeskakuje z obiektu na obiekt z prędkością pchły na psim grzbiecie. Po kilku chwilach piłka zaczyna mu się nudzić, klocki i książeczka też, natomiast przedmiotem pożądania staje się komputer mamy, a klikanie w klawiaturę to najprzedniejsza zabawa.

Choć jeszcze tydzień temu udawało mi się skupić atencję Milusia na kilka minut w kuchni, podczas gotowania – czy to na miksującym się soku, czy to na pokrojonej marchewce, teraz zarówno sok, jak marchewka muszą poczekać, ponieważ Mały biegnie do akurat otwartego okna, sprawdzić, czy to na pewno pies sąsiada tak głośno szczeka.

Nagle, niezauważalnie, mama Milusia czuje się jak ośmiornica, ponieważ nie tylko wyrastają jej nowe ramiona do ogarniania kilku czynności na raz, ale również wydłużają się jej już istniejące kończyny – przecież jakoś musi sięgnąć do klawiatury komputera, gdy na kolana, lub gorzej, na stół, właśnie ładuje się jej sens życia.

Nagle widzę, że mama to mistrzyni wydajności i łączenia tego, co niepołączalne. 

Wykraja czas na pracę w ciągu dwóch godzin drzemki malucha; czas, który wraz z upływem tygodni – nieodwracalnie się skraca. Tata pracuje, zatem potrzebuje miejsca i spokoju, aby się skoncentrować. Mama również, więc Mama gotuje, pisząc maila do klienta i śpiewając „Kółko graniaste” wiszącemu u nogawki brzdącowi.

Mama to mistrzyni pamiętania o wszystkim i każdym z osobna. Że trzeba kupić ryżowe wafelki z sezamem, bo z lnem nie lubi. Że trzeba wyprowadzić na dwór i psa, i dziecko. Że przed wyjściem w Bogocie należy zapakować kurteczkę, ciasteczka, jabłuszko, dodatkową parę skarpetek i bucików (bo na pewno wlezie w jakąś kałużę), ba, pieluszkę, i kremik i mokre chusteczki. A ponieważ używamy pieluszek wielorazowych, należy pamiętać o torebce na woniejące trofea. Mama to wszystko ma w głowie. Tata zwykle pamięta o pieluszce i na tym się kończy pojemność jego pamięci RAM.

Ale mimo tego, albo właśnie z tego powodu, mózg mamy czasem się przegrzewa. Przy półtorarocznym Milusiu, zdalnej pracy oraz wybitine nie-zdalnym domu czasem krzyżują mi się neuronowe kable. 

Uważam się za osobę, która zawsze wie, gdzie co jest. Zawsze wiem, gdzie mąż Miguel posiał swoje okulary i wybudzona w nocy powiem, gdzie ostatnio widziałam jego klucze, zegarek, albo dokumenty. Fotograficznie rejestruję położenie przedmiotów i później magicznie odtwarzam współrzędne, znajdując zagubione drobiazgi.

Do czasu epoki bycia Mamą. A już szczególnie do czasu bycia Mamą w kolumbijskiej kwarantannie – Miguel architekt do artrofii pleców pracuje przy komputerze, obie babcie mieszkają daleko stąd, a doña Nancy do pomocy nie wiadomo, kiedy wróci.

Więc nagle, niezauważalnie, zaczynają się wpadki – Matki.

Telefon regularnie gubię gdzieś w mieszkaniu – i potem znajduję np. w koszu na brudną bieliznę. 

Wczoraj gotowałam jajka na twardo… podniosłam pokrywkę, a tam sama woda. Zapomniałam włożyć jajek.

Stopiłam dwa garnki, ponieważ wstawiłam je na gaz gdy bawiłam się z Milusiem i ocknął mnie dopiero zapach spalenizny.

Natomiast tydzień temu w parku wpadłam w panikę, że między drzewami zgubił się nasz pies Moka, a gdy desperacko zaczęłam ją wołać, przechodząca obok pani zwróciła mi uwagę, że cały czas mam ją obok siebie – na smyczy.

Na całe szczęście, jako mama nie czuję się odosobniona. 

Polskie i kolumbijskie koleżanki – Mamy przyznają, że parzą kawę… bez kawy, albo, co ciekawiej, bez wody. Kawę wstawiają do lodówki, a mleko – do szafki. Kluczyki do samochodu chowają do do kosmetyczki i potem szukają ich tygodniami. Myją włosy odżywką, a zęby kremem. 

To tak, jakby życie poza bajkami, ciasteczkami, pieluszkami i krojonymi jabłuszkami miało inny bieg, inny tor i było równoległą rzeczywistością. Toczy się, istnieje, ale jest zupełnie odległe i jakby mniej istotne.

Dziecko nadaje rytm dniu i Tata w ten rytm gra. Rodzina w tym rytmie uczestniczy. Przyjaciele o nim wiedzą. Natomiast Mama w ten rytm krąży, jak Wenus dookoła Słońca. 

Kategorie
Blog o Kolumbii Ciekawostki Kolumbia dla turystów Mama w Kolumbii Życie w Kolumbii

Kolumbia z małym dzieckiem. Na co warto zwrócić uwagę?

Kochani Rodzice, i kochani Podróżnicy. To jest wpis o tym, co sprawdza się z małym dzieckiem w Kolumbii. Słyszę, że coraz więcej Rodziców widzi w Kolumbii dobre miejsce na wakacje z przychówkiem i – że coraz więcej Rodzin jest gotowych na podróż po Andach i dwóch wybrzeżach.

Ponieważ sama jestem Mamą i funkcjonuję tutaj na codzień, napiszę Wam, na co warto zwracać uwagę.

A ze względu na to, że sama czasem się dziwię, jak ja sobie radzę z małym dzieckiem w ośmiomilionowej Bogocie, może być to inspiracja dla innych pasjonatów przygód. 🙂

Przede wszystkim, do odważnych świat należy i tej odwagi na pewno nie powinno zabraknąć w Kolumbii.

Otóż, nie nastawiajmy się na infrastrukturę w pełni przystosowaną do małych dzieci. A już na pewno nie na taką, do której jesteśmy przyzwyczajeni w Europie. W Kolumbii bowiem improwizacja nie zdarza się – nie tylko w teatrze.

 

Hotele, lotniska, autobusy są wprawdzie coraz wygodniejsze i coraz bardziej nastawione na zagranicznych turystów, jednak nie dzieje się to tak szybko, jak tego potrzeba.

Kolumbia uwielbia dzieci i rzeczywiście wszyscy się dziećmi zachwycają i wszyscy pragną je mieć. Mimo to, przygotowanie do małych dzieci jest dość niewielkie i większość zależy od Rodziców – ich kreatywności i odpowiedzialności. Tutaj nie myśli się za Rodziców i nie wybiega przed szereg z uregulowanymi, tak jak u nas, zasadami, które wręcz zwalniają z myślenia. Tutaj każdy rodzic odkrywa świat na nowo, a w tym świecie głowa na karku i pomysłowość i liczą się nade wszystko.

W publicznych łazienkach nadal nie wszędzie są przewijaki dla dzieci, a jeśli już, to na pewno nie w męskich toaletach. Świadomość, że mężczyźni też mogą przewijać dzieci, wciąż jest jeszcze odległa i Tata Milusia przewija go w… samochodzie, bo przecież do damskiej ubikacji go nie wpuszczą.

Nie wszystkie restauracje mają siedzonka dla dzieci, a choć wiele je owszem, ma, to krzesełka nie są zbyt wygodne. Albo są zbyt głębokie, albo nie mają tacki z przodu, tak więc jedzenie dla Malucha jest wielce utrudnione.

Miejskie parki często nadal nie mają wydzielonych placów zabaw dla dzieci, przez co maluchy mają do czynienia z psami, a co za tym idzie, z psimi pozostałościami. Pomimo tego, że w Bogocie raczej się sprząta po czworonogach, nie zawsze robi się dokładnie, albo też pieski nie zawsze dobrze trawią; faktem jest, że psie prezenty ścielą się dość gęsto. Dopiero jako mama zwróciłam na to uwagę, wcześniej byłam szczęśliwa, że niewielkie, bogotańskie parki są tak przyjazne zwierzętom.

Nie ma jednoznacznego nakazu posiadania fotelika samochodowego dla dzieci. Przyjezdnych z Europy i USA skandalizuje fakt, że dzieci są na rękach rodziców w samochodzie, albo gdy nie mają atestowanego fotelika dla dzieci w aucie. Tutaj faktycznie policja nie zwraca na to większej uwagi i bezpieczeństwo pozostawione jest raczej rodzicom i ich poczuciu odpowiedzialności.

Juz wiemy, że Kolumbia to wielość klimatów, góry i doliny, dzika przyroda i mili ludzie.


Co się więc sprawdza podczas podróży po Kolumbii z dzieckiem?

  1. Nosidełko. Zdecydowanie nasz najlepszy zakup. Przeczuwałam, że w Bogocie będzie mi wygodniej nosić Milusia w nosidełku i rzeczywiście dla mnie sprawdza się ono najlepiej. Póki dziecko jest jeszcze małe, nosidełko jest wręcz nie do przecenienia. Nie trzeba zabierać i składać & rozkładać wózków czy spacerówek, pchać ich przed sobą, manewrować i uważać na dziury. W Kolumbii pamiętanie o wielu rzeczach i dekoncentracja z tym związana, nazywa się „encarte”. Takiego właśnie „encarte” nosidełko pozwala mi najlepiej uniknąć. 
  2. Jeśli ktoś nie lubi nosidełka i preferuje wiązania – to analogicznie sprawdzi się chusta.
  3. Ubranka na cebulkę. Sczególnie w Bogocie i innych górskich miastach. W Andach mówi się, że w ciągu dnia pogoda może zaskoczyć nas czterema porami roku. Podróż przez Kolumbię to często przeprawa przez zakładanie cieplejszych ubrań i zdejmowanie ich, ponieważ temperatura zmienia się wraz z każdym metrem wysokości w górach. Trzeba spakować więc ubrania na upalne lato i na poważną jesień. A dzieciakom – najlepiej spakować bezrękawniki i dodatkowy szalik i czapkę. (Uwaga, czapki – kominiarki są jednym ze standardowych elementów garderoby bogotańskich dzieci. Chodzi o to, aby nie wdychały zimnego powietrza.)
  4. Szybkoschnące ubrania. Zwłaszcza, gdy jedziemy w bardziej deszczowe, tropikalne regionach Kolumbii, gdzie wilgotność sięga 100% i włosy, zmoczone w środę, w piątek jeszcze są mokre (Sprawdziłam!)
  5. Towarzystwo minimum jeszcze jednej osoby dorosłej, dla: bezpieczeństwa,  dla niezwariowania, dla pomocy i… dla potrzymania, gdy podłoże niekoniecznie sprzyja, aby maluch sam sobie biegał.
  6. Dla miłośników tropikalnych stref, konieczny jest repelent, najlepiej najbardziej natralny z możliwych oraz moskitiera. W Kolumbii nie ma malarii, rzadko też słyszy się o żółtej febrze, za to słychać o infekcyjnej chorobie od ukąszenia komarów – dendze. 
  7. Spokój. Jeśli kojarzycie Kolumbię z koncepcją cierpliwości i błogosławionego stanu „zen” w sytuacjach, gdzie przeciętny Polak dawno poszedłby w powietrze, to macie rację. Ten właśnie poziom spokoju z dzieckiem w Kolumbii jest zawsze najbardziej potrzebny:
  • Dwudniowy korek na autostradzie, bo w porze deszczowej obsunęła się ziemia? Trzeba przeczekać. 
  • W hotelu wysiadł prąd? Spokojnie, punktualnie o 6 rano zawsze i tak robi się jasno. 
  • Na Karaibach nie ma molo, więc ktoś próbuje pomóc nam wsiąść do tańczącej na wysokich falach motorówki? Trzeba po prostu przeżegnać się i… iść na żywioł.
 

Natomiast – na co w podróży po Kolumbii z dziećmi należy mieć na uwadze?:

  1. Wózek dla dzieci. Często zbędny. Gdy oglądam na video i filmach perfekcyjnie wyłożone chodniki w europejskich miastach lub widzę w USA mamy lub tatusiów na rolkach, pchających sportowe wózki z dziećmi, zaraz myślę, jak by to wyglądało w kolumbijskich realiach.

Kratery na bogotańskich drogach często mają głębokość kilku centymetrów, a idealnie ułożona kostka brukowa to zupełna utopia. Nawet, jeśli w bogatszych dzielnicach znajdą się takie równiutkie odcinki, to zawsze są to odcinki, po których trzeba uważać na pułapki, jak dziury w chodnikach, uskoki lub krawężniki, przy których trzeba kogoś poprosić o pomoc.  

Ponieważ zawsze chodziłam szybko i, po europejsku, lubię robić rzeczy w miarę efektywnie, wózek zdecydowanie mnie opóźnia.

Kolumbijska ciocia Milusia wiozła go kiedyś wózkiem przez bogotańskie ulice i odcinek, który pieszo zwykle pokonuje w 10 minut, zajął jej ponad pół godziny. Wdrapywanie się przodem / tyłem na krawężniki, omijanie przeszkód i slalom między dziurami odbyła z namaszczeniem i zakończyła sukcesem, ale później opadła ma krzesło spocona jak mysz.  

Osobisty małżonek Miguel sam długo wzbraniał się przed kupnem wózka, ponieważ cały czas ma w pamięci, jak jako dziecko wiózł swoich braci bliźniaków, jak potknął się kółkiem o jakąś wielką dziurę i jak bracia wywrócili koziołka i wylądowali do góry nogami. Choć wszyscy przeżyli bez urazów, trauma została, a nasz wózek… częściej służy jako mebel do drzemki Milusia, niż jako pojazd na spacery.  

2. Fotelik samochodowy.  Choć w Bogocie większość montuje foteliki, nie jest to oczywistością. W tym miejscu podziwiam wszystkich, kto fotelika nie używa, ponieważ jazda po kolumbijskich miastach wymaga umiejętności Formuły 1.

Fotelików na pewno nie znajdziemy w taksówkach, krążących po mieście. Na to warto się przygotować.

3. W nie wszystkich hotelach są w standardzie łóżeczka dla dzieci, dlatego rodzice często sypiają w łóżkach z Rodzicami.

4. Jedzenie. Podróżując z niemowlakami, najwygodniejsze jest… karmienie piersią. Poza miastem często nie ma gdzie podgrzać wody, wyparzyć butelek.

Dostępne odżywki, słoiczki, kaszki dla dzieci istnieją, ale wrażliwi na zawartość cukru rodzice nieraz się porządnie wystraszyć.

Za to – choć dla starszych dzieci dostępne gotowe gerberki, w Kolumbii okazują się one zupełnie zbędne. Kolumbijskie jedzenie jest bardzo łagodne w smaku, a jedyną przyprawą, której nadużywają, to kolendra. Choć Kolumbia jest mięsożernym krajem, bogactwo warzyw i owoców pozwoli przeżyć też każdej wege – rodzinie.

Nieocenione w Kolumbii są owoce, dostępne przez cały rok w całej palecie barw, smaków i zapachów. I każdy podróżnik, mały i duży, zawsze będzie miał ich niedosyt.

5. Autobusy miejskie mają zwykłe bardzo wysokie podwozie, a potem należy przejśc przez obrotowy licznik pasażerów, dlatego wksakiwanie do nich, nie daj Boże z wózkiem, to cyrkowa akrobacja. 

To samo się tyczy, gdy wsiadamy w miastach do autobusów szybkiego ruchu (w Bogocie – Transmilenio), w godzinach szczytu. 

Kolumbia to kraj potencjału i jedna wielka przygoda. Jeśli nie gustujemy w 5 gwiazdkowych resortach i chcemy poznać ten kraj od środka, na przygodę właśnie trzeba się nastawić. Z dziećmi – podwójną!

Życzę Wam przyjemności i szerokiej drogi,

Ola

Specjalne podziękowania za wymianę pomysłów i opinii dla dwóch polsko – kolumbijskich mam:

Edyta Marzec

Małgorzata Szyk 

Kategorie
Rozwój osobisty

Symbolika snów, czyli co mówi Ci podświadomość? Cz. 2

Jeśli jesteś jednym z tych osób, które w ostatnim czasie odnotowują wzmożoną aktywność swoich snów, to:

a). Nie jesteś jedyny

b). Skrzętnie notuj i zwracaj na nie uwagę codziennie.

Poradnik, jak nie utracić sennych marzeń, znajdziesz tutaj.

A oto kilka wybranych symboli w snach, którym przyjrzyj się dokładniej, jeśli Ci się przydarzą.

Czy zgodzisz się z tymi interpretacjami?:

  1. Żywioły – oto znak emocji i barometr aktywności:

Woda – oznacza zwykle smutek, żal za kimś lub za czymś. Do przepracowania jest emocja związana z łzami

Ogień – złość, nawet wściekłośc. Ale również z ognia bierze się pasja, kreacja i entuzjazm. Uwaga, może to symnbolizować też jak konflikt.

Powietrze – wyzwanie, zmiana, aktywność intelektualna

Ziemia – spokój, wyważenie, jak rówież aktywność fizyczna

Uwaga – przy analizie żywiołów, warto sobie zdać sprawę z astrologicznego punktu widzenia i policzyć we własnej karcie astralnej, ile planet mamy w każdym z żywiołów. Przewaga jednego z żywiołów w budowie człowieka może chcieć dążyć do wyważenia.

  1. Symbole

– policja, wojsko, jakikolwiek autorytet – to symbol siły wyższej, mogą utożsamiać istoty z wyższych wymiarów, w sensie „ponad” nami

– dziecko może oznaczać Twój stosunek do Twego wewnętrznego dziecka i wskazać momenty, emocje, które wymagają głębszej refleksji i uzdrowienia

– osoba – kim jest? skąd ją znam? jakie są jej cechy? co robi? jak wygląda? dlaczego jest tak ważna?

– zwierzęta – stan naszych trzech pierwszych czakr / punktów energetycznych, wiążących nas z ziemią i rzeczywistością trójwymiarową:

podstawy / korzenia

sakralnej / witalnej

splotu słonecznego

– otoczenie / krajobraz w śnie. Otoczenuie to symol matrycy naszej osobowości. Jeśli w świadomym śnie znajdujesz się w miejscu z przeszłości, być może jest to wskazówka, że masz do przepracowania coś związanego z tym miejscem. Być może jest tam ukryta jeszcze jakaś emocja, z którą się nie skonfrontowałeś? A może wydarzyło się tam coś, co przeważyło o Twojej drodze, wyborach, charakterze, doświadczeniach?

– kierunek 1: Schodzenie w górę świadczy o Twojej ewolucji, wstępowaniu wyżej, dążeniu do wyższych emocji i tęsknocie za wyższymi potrzebami

natomiast w dół – świadczyłoby o Twojej konfrontacji z cieniem, z ego, z niższymi czakrami, z ziemskim zyciem

– kierunek 2: Lewo symbolizuje negatywną polaryzację, tendencję ku służeniu sobie samemu. Prawo oznacza gotowość ku służbie dla innych i wyższe pobudki

– kolory – kolory mogą oznaczać stadium ewolucji duchowej, w której aktualnie się znajdujemy. Kolory mogą być identyczne z kolorami przypisywanymi czakrom, po kolei od dołu:

Czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, jasnoniebieski, indygo, fioletowy

– środki transportu mówią o szybkości, w której się poruszamy w naszej podróży przez świat oraz szybkości naszej ewolucji (np. rower to nie to samo co samolot) lub towarzystwie, które w tej podróży mamy (samochód oznacza raczej sprawę indywidualną, podczas gdy autobus świadczy o kolektywnym doświadczeniu)

– części ciała mogą odzwierciedlać problemy zdrowotne. W ten sposób, np. skóra to kontakt z innymi, zęby – jak nas widzą inni / prezencja na zewnątrz / przepracowanie doświadczeń, a ramiona – wszystkie sprawy, który niosę / obejmuję oraz siłę.

To wybrane symbole, które możesz śledzić w swoich własnych doświadczeniach.

Tutaj rada, aby przyglądać się symbolom, które pojawiają się w snach, ponieważ mogą one się powtarzać, aż je zauważysz, wysłuchasz i uleczysz.

Oraz, aby przyjmować każdą, senną wizję i zadumać się nad nią oraz wyłuskać jej sens i drugie dno.

Kolorowych snów!

(Informacje pochodzą m.in. od Davida Willcocka, który uczy mnie aktualnie świadomego śnienia.)

Kategorie
Rozwój osobisty

Sny, czyli co Ci mówi podświadomość? Cz. 1

Czy zauważyłeś w ostatnim czasie wzmożoną aktywność Twoich snów?

Zaczynasz śnić więcej niż kiedykolwiek przedtem, a sny są wyjątkowo barwne?

Proponuję Ci zwrócić na to uwagę i przyjrzeć się temu dokładniej.

Aktywne, kolorowe sny to w ostatnich czasach całkiem normalma sprawa. Wielu ludzi przyznaje się, że w snach rosną im skrzydła, że żyją pod wodą, że odwiedzają kraje, w których nigdy nie byli.

To naturalny proces, związany z ewolucją człowieka, która dzieje się już, na naszych oczach. Tym samym, wzrasta aktywność naszych szyszynek; podświadomość komunikuje się z nami coraz silniej i coraz częściej kontaktujemy się z wyższym Ja – i jest ono coraz bardziej dostępne dla każdego z nas.

Powiem więcej: wszystkie procesy przyspieszają. Coraz większa liczba osób zdaje sobie sprawę, że widzi lub słyszy więcej, niż pozwalają na to nasze 5 zmysłów i nie jest już niczym dziwnym, że możesz wyśnić sobie

odpowiedź na nurtujące Cię pytania, otrzymać wskazówki, ba, przyśnić sobie uzdrowienie.

Poza tym, możesz zaobserwować, kiedy komunikują się z Tobą istoty z innych wymiarów lub Umiłowane Istoty, opiekujące się Tobą.

Pamiętam, że w wigilię przed moimi 29 urodzinami śniłam, że biorę udział w… katastrofie lotniczej. Innej nocy śniłam, że… oddycham spokojnie pod wodą, tak jakby woda była moim naturalnym środowiskiem. Ostatnio we śnie odwiedziłam, uwaga, Koreę Północną.

Koleżanki opowiadają, że śnią im się zmarli dziadkowie i rodzice. Inne, że ktoś w nocy daje im wskazówki, jak świadomie i w pełni miłości prowadzić / wychowywać swoje dzieci. Koledzy mówią, że śnią im się wizje przyeszłego świata. Ktoś inny biegnie zdyszany, jeszcze ktoś walczy z cieniem.

Wizje nie z tej ziemi są dostępne na wyciągnięcie ręki – i to właśnie w snach.

Sny nie są po to, aby brać je dosłownie, ale właśnie po to, aby odkryć symboliczną naturę wyśnionych wizji.

Sny są niesamowitą drogą do samoświadomości i do rozwiązania wielu pytań. Wreszcie, są barometrem naszego duchowego rozwoju – i zwykle też odzwierciedleniem naszej duchowej drogi i miejsca, w którym się na niej znajdujemy.

Tutaj znajdziesz interpretację wybranych symboli, gdy pojawią się w snach. Zapraszam Cię, abyś zobaczył / zobaczyła, co może oznaczać o Twojej podświadomości, jeśli śnią Ci się takie rzeczy.

Niezależnie jednak od tłumaczenia symboliki snów, wiem, jak bardzo są one ulotne i jak łatwo jest pogubić się w sennych marzeniach, ba, nawet zapomnieć senną, a cenną wizję.

Jeśli też barwnie śnisz, a nie wiesz, co na dziś z tym fantem zrobić i jak zinterpretować wizje, serdecznie zachęcam Cię prowadzić dziennik snów i zapisywać codziennie, co Ci się przyśniło. To skarbnica wiedzy o Tobie, którą możesz zacząć zbierać już dziś,

jak również niesamowity pamiętnik Twoich myśli i przekazów na później – aby mieć wgląd, na jakim etapie jesteś teraz.

Te rady mogą Ci pomóc również wtedy, gdy wydaje Ci się, że w ogóle nie śnisz, lub że zadnych snów nie pamiętasz.

Ćwiczenie czyni mistrza, i dotyczy to również marzeń sennych.

JAK ZROBIĆ DZIENNIK SNÓW?

Zachęcam Cię mieć przy łóżku zawsze zeszyt i długopis / komputer, jeśli wolisz.

Tutaj przepis – z którego sama codziennie korzystam:

  1. Zaraz po obudzeniu, jeszcze nie otwierając oczu, przejrzeć w głowie wyśniony „film” i zapamiętać najważniejsze hasła:
  2. Czy zjawił się obok Ciebie ktoś? Jak wyglądał? Co mówił? Gdzie był / byliście? Czy znasz to miejsce?
  3. Nie otwierając jeszcze oczu, przywołaj w myślach najbardziej charakterystyczne cechy wizji i – nie wstając z łóżka – zapisz w notesie / na komputerze. Postaraj się przywołać z pamięci jak najwięcej szczegółów.
  4. I wreszcie, pisz, co pamiętasz. Odtwórz senną wizję jak najdokładniej i spisz również emocje, które Ci w niej towarzyszyły.

Nie odkładaj na później, ponieważ, jak zapewne wiesz, już samo wstanie z łóżka (nie mówiąc o wyprawie do łazienki) sprawiają, że wizje się rozmywają i ciężko później odtworzyć je na nowo.

Tipp dla zabieganych:

  1. Jeśli na szybko coś chcesz utrwalić lub Ci łatwiej mówić, niż pisać, to nagrywaj, co śniłeś, na dyktafonie, np. telefonu.

Sen to zdrowie, a śnienie to bilet na podróż do Twojego wnętrza.

A aby czerpać z niej najwięcej wrażeń, tutaj jeszcze dodatkowe rady dla dobrej higieny śnienia:

– wypowiedz szczerą intencję zapamiętania snów, kilkakrotnie, tuż przed zaśnięciem

– zadbaj o warunki do spania. Wywietrz pomieszczenie, wyłącz telefon, medytuj, porozciągaj się, aby lepiej się zrelaksować

oraz nie oglądaj / nie czytaj o trudnych tematach przed zaśnięciem.

– chodź spać o podobnej porze

– sprawdź, jak wpływa na Twój sen wieczorna konsumpcja kofeiny czy alkoholu i zrezygnuj z tego, gdy śpisz niespokojnie i nie pamiętasz snów.

Powodzenia i – kolorowych snów!

Kategorie
Blog o Kolumbii Ciekawostki Ludzie Życie w Kolumbii

Kwarantanna i kolumbijska kreatywność

Jesteśmy właśnie w sytuacji bez precedensu – w czasie globalnej kwarantanny. Na całym świecie zamknięto nas w domach. W Kolumbii – na razie – do 26 kwietnia. Restrykcje są poważne w całym kraju; podobno Kolumbia lepiej sobie radzi z wirusem niż Meksyk lub Ekwador, ludzie są posłuszni i wystraszeni stosują się do odgórnych wytycznych.

Kategorie
Blog o Kolumbii Ciekawostki Kolumbia dla turystów Ludzie Życie w Kolumbii

Antywirus po kolumbijsku, czyli domowe sposoby na dezynfekcję

W ciągu ostatnich tygodni w mediach słychać właściwie jedną wiadomość: #coronavirus. Na długo wirus zdawał się być daleko z Kolumbii, ale w międzyczasie już przyjechał z Włoch i strach przed rozprzestrzenieniem się go w kraju rośnie. Na domiar złego właśnie wczoraj WHO oficjalnie ogłosiła  pandemię. Na dziś w Kolumbii daleko jesteśmy od paniki, jednak dochodzą do nas słuchy o zamykaniu szkół, kin, restauracji w Europie, ba, zamykaniu granic i sklepów.

 

Kategorie
Blog o Kolumbii Ciekawostki Kolumbia dla turystów Życie w Kolumbii

Wieliczka w Kolumbii

… a właściwie to dwie Wieliczki. Łatwo dostępne z Bogoty, ponieważ są oddalone o około godziny drogi z kolumbijskiej stolicy.

Mowa tutaj o dwóch kopalniach soli: Zipaquirá i Nemocón.

To dla Kolumbijczyków bardzo ważne miejsca, wielki powód do dumy i – jedne z pierwszych atrakcji turystycznych w kraju. Obie fascynujące, obie monumentalne i – szczególnie dla nas, turystów z Polski – konieczny przystanek w Kolumbii. Powód jest jasny – musimy przecież sprawdzić, jak działają siostry naszej Wieliczki.